Blog
alamira
alamira
alamira zarabiam na rodzinę
3 obserwujących 60 notek 48719 odsłon
alamira, 19 maja 2017 r.

"Ostatecznie pozostaną dwie istoty - Bóg i wino"

349 4 0 A A A
pixabay.com
pixabay.com

- Cześć.

- Cześć.

- No co tam?

- A nic specjalnego.

- A o kieliszkach coś masz?

- Myślę, cały czas myślę.

- Tu wszyscy czekają, już nie wiedzą jakie mają kłaść przed białym a jakie przed czerwonym, bo im powiedziałem, że w najbliższym napiszesz.

- O.K. Tylko dziś my to z premedytacją likwidujemy.

- Jacy my ?

- Tak mi się powiedziało.

- No to napisz o tych kieliszkach.

- Wiesz co?

- A skąd mam wiedzieć?

- Kupiłem jakieś dwadzieścia lat temu komplet kieliszków od Riedla do win bordoskich, zapłaciłem jakieś dwa tysiące. Raz je użyliśmy, a potem wylądowały w piwnicy. Uznaliśmy, że nie warto je narażać na ryzyko potłuczenia i leżą tam do dzisiejszego dnia.

- Ha, ha, dobre, no to już masz połowę artykułu.

- No właśnie, jak chcesz coś się dowiedzieć to googlaj sobie Riedla i się dowiesz.

- Jak to się pisze?

- No jak nasz świętej pamięci Rysiek.

- Dobra , ale pamiętaj tu wszyscy czekają, o tych kieliszkach musisz napisać, ludzie pytają, wszyscy chcą wiedzieć co z czym i w jakich kieliszkach, pamiętaj obiecywałeś.

- Wiem, zrobię to na pewno.


Napiszę im jak powinien wyglądać kieliszek do win burgundzkich, a jak do bordoskich i potem będą rżeć przez cały tydzień bo przecież wszyscy żeśmy świeżo wyrośli z musztardówek. No, może nie świeżo, ale pamiętamy te czasy.


Po kilku tygodniach zadzwonił ponownie.


- Cześć.

- Cześć.

- Ten tekst o cukrze jest O.K.ale ludzie pytają o kieliszki.

- Mówiłem ci już, że ta wiedza powoli odchodzi do lamusa.

- To to napisz, ale też napisz jak to dawniej było.Napisz jak powinno być a nie jak jest. Że wszystko psieje to wiem.

- Aleś się uparł.

- To nie ja , to ludzie.

- Dobra, coś wyskrobię.

- No, od razu się lepiej z tobą gada. To czekam.





Zszedłem do piwnicy, swoje sześć kieliszków Riedla do win bordoskich włożyłem do zmywarki. Pokryte były kilkunastoletnim nalotem. Załączyłem zmywarkę (wbrew zaleceniom Riedla) i skupiłem się na pierwszych słowach opowiadania o szkle, który towarzyszy człowiekowi w trakcie jego zmagań z alkoholem.


Gdyby ludzie nie mieli nosów i ust to nie byłoby kieliszków. Gdyby nie było różnorodności win to pomimo ust i nosów też nie byłoby kieliszków. No ale usta i nosy jak najbardziej istnieją, a w każdym winie siedzi inny duszek. Żeby je rozróżnić trzeba czasami przechylić głowę, czasami przesunąć wino w ustach z jednego położenia w inne, czasami – przymykając oczy – wpuścić do nosa olejki eteryczne znad kieliszka, a innym jeszcze razem przyjrzeć się smugom wina na kieliszku.

Różne części języka są odpowiedzialne za rozpoznawanie różnych smaków: słonego, gorzkiego, słodkiego, kwaśnego. Fachowcy tacy jak Riedel, drogą doświadczeń doszli do wniosku, że jedne wina powinny rozpocząć kontakt z językiem w tym miejscu, a inne w innym. Więc wymodelowali odpowiednio kieliszki, raz żeby upić łyk trzeba nieco odchylić głowę a wtedy słodkie aromaty odczujemy na końcu, przesuwając wino do przodu ust, a innym razem nie odchylając głowy zetkniemy wino z językiem zaczynając od słodkich nut, a gorzkie taninowe aromaty pojawią się na końcu.

Mój pierwszy kontakt z winnymi nacjami nastąpił w czasach studenckich, w roku 1980. Mieszkałem przez dwa miesiące w Paryżu u nieco nietypowej francuskiej rodziny. Nietypowej bo w rodzinie było siedmioro dzieci. Tata, był dyrektorem w Gaz de France, tuż przed dziewiętnastą wracał z pracy. Punktualnie o dziewiętnastej rozpoczynał się francuski obiad, przy stole siedzieliśmy zawsze po minimum dwie godziny. Oczywiście młodsze dzieci wierciły się i czasami wcześniej odchodziły od stołu, ale ceremoniał niespiesznego spożywania posiłku i picia wina był czymś absolutnie nie do zakwestionowania. Była to zamożna rodzina, codziennie siadaliśmy do dużego stołu w kuchni nakrytego zawsze czystym, białym obrusem. Ale wino piliśmy ze szklanek. Młodsze dzieci dostawały wodę, a w niedzielę mama do tej wody dodawała zawsze odrobinę wina. Starsze dzieci (studenci) i rodzice pili wino, ale czasem rozcieńczali wino wodą.

Tak więc kieliszki nie zawsze są potrzebne.

Nie wszyscy jednak podzielają ten pogląd. Bela Hamvas w „Filozofii wina” z 1945 roku, nie znając jeszcze kieliszków Riedla pisze „W każdym przyzwoitym domu, w którym naprawdę szanuje się wino, powinno być co najmniej dwadzieścia rodzajów kieliszków, od pięćdziesiątki na tokaj poczynając, a na półlitrowych kończąc.(...) Ogólnie rzecz biorąc, pojemność kieliszków należy dostosować do gatunków wina.(...) Trzeba również zważać na jakość szkła, zwłaszcza na jego grubość. Jakże bowiem pić dobre wino z grubego szkła?”

Kieliszki służą do spożywania także innych napojów alkoholowych. Ale zostańmy przy winie. Oto dlaczego. Oddajmy jeszcze raz głos Beli Hamvas „Ten, kto wypił dużo wina – tańczy, ten kto schlał się wódką – pada, przewraca się, wali głową w przeszkodę, by już potem nie podnieść się z ziemi. Pierwszy uprawia paraboliczny taniec, drugi porusza się kanciastymi załamaniami. Pierwszy krąży, drugi się czołga. Tak właśnie wygląda różnica między narodami wina a narodami wódki, wyrażająca się nie tylko w ruchach, ale i sposobie myślenia, uczuciach i stylu życia. I taka jest różnica między ludźmi żyjącymi w cieniu muz a barbarzyńcami”.


Bela na własnej skórze doświadczył największych okropieństw totalitarnej rzeczywistości. Kieliszki dla Beli były ważne, zżymał się ,że nie ma odpowiednich kieliszków do szprycera (wino zmieszane z gazowaną wodą), marudził nad wielkością kieliszków (bo za małe).

Przed barbarzyństwem uchronił się Claus Josef Riedel. W 1955 sowieci opuścili Austrię i młody chemik, po zakupie niewielkiej fabryki szkła w Kufstein oddał się rodzimej tradycji wytwarzania wyrobów ze szkła. W 1957 roku projektuje pierwszy kieliszek. Wie już, że kształt kieliszka determinuje smak wina. Wie, że nóżka powinna być długa by nie dotykać dłonią czaszy. Wie, że szkło powinno być jak najcieńsze. Że nie powinno mieć żadnych zdobień. W ciągu najbliższych dwudziestu lat narzuca standardy wszystkim innym producentom. Jego kieliszki powszechnie przyjęto za najlepsze na świecie.

Choć Bela umiera w 1968 roku to nie wie nic o kieliszkach z Kufstein. Żelazna kurtyna działa. Barbarzyńcy tańczą w Budapeszcie.


Niezadowolonych z braku wskazówek technicznych pragnę uspokoić. Syn Clausa Josefa Riedla wymyśli przed końcem dwudziestego wieku kieliszek – one for all. Jeden do wszystkiego. I po co to było czytać?



Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ślązak od zawsze, studiował Ekonomię na UE w Katowicach, Psychologię i Nauki Polityczne na UŚ w Katowicach, Pisanie scenariuszy w PWSzFTviT w Łodzi. Pisze felietony kulinarne do tygodnika "Nowe Info". Jest prywatnym przedsiębiorcą.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Tagi

Tematy w dziale Rozmaitości